Zjadłam śniadanie i jakoś doprowadziłam się do porządku.
W końcu byłam gotowa.
Zeszła Angel na dół. W tym samym czasie ciocia robiła na drutach słuchając klasycznej muzyki, a Marta sprzątała.
- Wybaczcie że tak długo, coś ustalałam z Katy. Jest jeszcze trochę śniadania? - zapytała się w stronę Marty.
- Niestety, już nie. Poszukaj sobie coś w lodówce lub jak chcesz zrobię ci na szybko płatki na mleku. - odłożyła miotełkę do odkurzania mebli i poszła w stronę kuchni.
- Jakbyś mogła... Daria może potem pójdziemy zwiedzić okolicę. Wiesz, za tydzień do szkoły. Trzeba kupić przybory do szkoły, torby bo nie mamy. Gdzie można tu takie kupić? - podeszła do cioci.
- Ja z wami tam zajdę, zjedz najpierw śniadanie. Za 15 minut idziemy - odłożyła druty i wyłączyła małe radio.
Płatki już były gotowe, Angel zjadła. Po 15 minutach wyszłyśmy z domu.
Ciocia pokazywała nam okolicę, a mi jeszcze dróżkę do domu Austin'a, jak iść do szkoły, różne sklepy na tej ulicy.
W końcu dotarłyśmy do sklepu gdzie miałyśmy zrobić zakupy. Wchodząc do środka zauważyłam grupkę 17-letnich chłopaków. Mieli ze sobą deski, a na głowach kaptury od ciemnych bluz.
Zamiast zastanawiać się nad wyborem torby, ciągle spoglądałam na tę grupkę. Jakiś czas potem wyszli, śmiejąc się. Nawet nic nie kupili.
- Masz już tę torbę? - orzeźwił mnie głos cioci.
- Nie, jeszcze nie. - zobaczyłam że Angel już miała swoją. Fajną nawet. Dużo się w niej zmieści, a ciekawe wzorki dodawały jej szyku. Jak na zwykłą torbę na zajęcia.
Zaczęłam przeglądać stertę torb. Prawie wszystkie mi się podobały. Z reszta.. to tylko torba przecież. Zwykła biało-czarna będzie okay.
Przez kolejne godziny szukałyśmy jakiś piórników, długopisów, ołówków, zakreślaczy, zeszytów i tym podobnych pierdoł.
Gdy wyszłyśmy wreszcie z tego cholernego sklepu byłam w prost szczęśliwa. Zakupy nie należały zbytnio do moich ulubionych czynności.
Wracając szłam trochę dalej za ciocią i Angel które se plotkowały. Gdy wreszcie byłam blisko dróżki do domu Austin'a poczekałam minutę aż będą wystarczająco daleko. Gdy się to stało szybkim krokiem skręciłam na kamienną dróżkę która była pomiędzy zielonymi sosami, brzozami, dębami. Na końcu tej ścieżki, można powiedzieć leśnej, był nie wielki domek.
Popatrzyłam przez okno. Ktoś tam był. Wzięłam wdech i zapukałam. Ktoś przekręcił klucz. To był Austin.
- H-Hej ! - powiedział
- Cześć... - uśmiechnęłam się lekko.
Chwilę cicho staliśmy.
- Może wejdziesz? - zapytał cicho.
- Jasne... - weszłam. W środku zauważyłam Louis'a i jeszcze jednego chłopaka. Na stole było piwo w puszce i przekąski.
- Hej - powiedział Louis patrząc się pytającym wzrokiem na Austin'a. - Emm, co ty tu robisz? - to było do mnie.
Austin pociągnął mnie za rękę i zaprowadził do drugiego pokoju. Oparł się o ścianę.
- Przeszkadzam? - popatrzyłam na niego
- Nie, skądże! - uśmiechnął się. Ten jego "uśmiech" był raczej fałszywy.
- Jednak tak.. - odwróciłam się na piętach i poszłam w stronę drzwi.
- Czekaj! - zawołał za mną.
- No co?! - spojrzałam na niego. Nie wierzyłam mu no ale...
- Czekaj.. - powiedział łagodnie.
Nic nie powiedziałam tylko popatrzyłam mu w oczy, uśmiechnęłam się.
C.D.N :>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz